|
Mały traktat o
śluzowaniu
Autor
przemierzył w 2005/2006 r. szlak z Ostródy do Baji (Węgry), przez Kanał
Elbląski, Nogat, Wisłę, Noteć, Wartę, Odrę, kanały Brandenburgii,
Mittellandkanal, Ren, Mozę, kanały wschodniej Francji, ponownie Ren, Men,
kanał Men -Dunaj i w końcu Dunaj. Pokonał ponad 300 przeróżnych śluz.
Małych i dużych. Betonowych, ceglanych, ziemnych i stalowych. Jednokomorowych,
o dwóch komorach równoległych lub jednej komorze dzielonej na dwie części.
Prostych, po łuku i okrągłych. O różnicy poziomów 60 cm i 34 m..
Obsługiwanych ręcznie i maszynowo. Uruchamianych przez obsługę, autopilotem
lub wyłącznikiem zawieszonym nad kanałem. Urozmaiceniem był pionowy
podnośnik w Niederfinow i pochylnie z basenem (Arzviller) lub na wózkach
(to oczywiście kanał elbląski)..
Przyzwyczajeni
do polskich śluz, w których zaiste śluzuje się łatwo i przyjemnie (chyba,
że tłok), bo to i poziom wody powoli się zmienia (ręczna obsługa), różnica
poziomu mała (Mazury) albo śluza czeka z otwartymi wrotami (Noteć). Co
najwyżej trzeba czasami poszukać obsługi śluzy (Nogat). Kto z nas z pamięci
jest w stanie powiedzieć, gdzie śluzował się "w górę" a gdzie
"w dół"? Na ogół nie pamiętamy, bo co to za różnica. Różnicę tę
bardzo szybko zauważymy w zmechanizowanych śluzach Niemiec, Belgii czy
Francji. Otóż w dół śluzuje się bezstresowo. Gdzie bądź się zahaczyć i
jazda w dół. Co najwyżej trzeba uważać na przekładanie cum na coraz to
niższy pachoł lub szczebel drabinki. Trochę emocji typu "ruszy czy nie
ruszy" w śluzach z pływającym polerem (w niektórych śluzach to
opóźnienie wynosi nawet i 80 cm - nie wiązać więc cum!). Co innego
śluzowanie "w górę". We wszystkich śluzach woda wpuszczana jest
gwałtownie. Z przodu, boku lub tyłu. Nie ma reguły!
Zanim jednak będziemy się
śluzowali trzeba wpłynąć do śluzy. A tu, to co kraj to obyczaj. Pełna
celebracja przez VHF lub interkomy w Niemczech. Powinno się podać, że
"Sportboot", że "zu Tal" (w dół) lub "zu
Berg" (w górę). Żeby nie było zbyt prosto, to "zu Tal" jest
urzędowym "w dół". Bo faktycznie możemy w śluzie podnosić się i
do góry. Zwracać więc należy uwagę na boje. Jeżeli czerwone mamy z lewej
strony to płyniemy "zu Berg". I odwrotnie. Śluzowy (o ile się z
nim po niemiecku lub angielsku dogadamy) powie nam, kiedy możemy wpłynąć do
śluzy. Regułą jest oczywiście wpływanie za jednostką zawodową (tu też nie
spieszmy się - przy hamowaniu nieźle kotłuje za taką jednostką). Najgorzej
(to już doświadczenie z Dunaju) wpływać za "hotelowcami".
Wytwarzają w śluzie pionową falę do 1 metra, co utrudnia manewr cumowania.
W
Holandii pełny luz. Jeżeli jest zielone, wystarczy spojrzeć do tyłu, czy
nie ma za nami jednostki zawodowej i ładujemy się do śluzy. Belgowie lubią
tak jak Niemcy. Pełny ceremoniał. Tym razem, jeżeli Mozą, to po francusku
(cała Moza leży w Walonii).
Nie
znającym języków obcych Francja przynosi ulgę. Albo śluzy są obsadzone (i
nikt nie wymaga korzystania z VHF), albo dostaje się do ręki pilota i
samemu uruchamia cały proces, albo ciągnie się za sznurek zawieszony nad
kanałem. Pilota dostajemy w pierwszej francuskiej śluzie (od strony Belgii
śluza Givet), gdzie kupujemy winietkę (dla przykładu: za jacht 8,2 m na 16
dni 35 Euro), potem w różnych miejscach nam zabierają lub dają nowego
pilota. System funkcjonuje dobrze. A propos winietki. W żadnym z
wymienionych na wstępie krajów nie płacimy za śluzy. Winietka jest tylko we
Francji. Walonia zrezygnowała z opłaty (wynosiła ona poniżej 1 Euro) -
trzeba tylko w pierwszej śluzie (od strony Holandii śluza Vivignes) udać
się do biura śluzowego i zarejestrować się.
W
Austrii panowie śluzowi czują na swoich barkach jeszcze monarchię
habsburską, są ponadto też inspektorami wodnymi, należy więc nie tylko
celebrować zgłoszenie jak w Niemczech czy Belgii ale dodatkowo bardzo
dokładnie słuchać ich wskazówek (o ile się oczywiście w ogóle dogadamy).
W
Gabcikovie na Słowacji nie należy zapomnieć podwójnego zgłoszenia przez VHF
zamiaru śluzowania (może być po niemiecku): na wejściu do kanału (km 38) i
tuż przed śluzą.
Jeżeli
przyjdzie nam przed śluzą poczekać, spotkamy w tym zakresie pełną paletę
możliwości. W Niemczech są to miejsca oznaczone dla "Sportboote"
lub "Kleinfahrzeuge": przy pływającym pomoście, niskim betonowym
nabrzeżu lub palach wbitych w dno (bez możliwości zejścia na ląd). W
Holandii, Belgii i Austrii spotkamy tylko betonowe (wysokie od strony
dolnej wody) betonowe lub stalowe nabrzeża. We Francji czekamy na ogół
manewrując na silniku (nie trwa to długo).
Ufff. Jesteśmy już w
śluzie. Jaką teraz technikę przyjąć przy śluzowaniu w górę? Na dwa pachoły
czy dwie drabinki w zasięgu ręki z pokładu nie mamy co liczyć. Są
rozstawione zbyt daleko. W dużej śluzie łapiemy więc szpringami w jednym
miejscu. Na ogół woda idzie od przodu, więc dziób lekko w stronę ściany. No
i czujność. Szczególnie przy przekładaniu do góry szpringów. Jeżeli woda
zaskoczy nas z tyłu (zdarzyło się raz w Belgii) to albo się utrzymamy przy
ścianie albo.. nie. Wówczas pozostaje gimnastyka na silniku (nigdy nie
wyłączać!). Przy śluzach tzw. oszczędnych, woda wpuszczana jest z boku
ściany, z położonych obok śluzy basenów. Nie we wszystkich takich śluzach
są też pływające polery. Jeżeli pechowo trafimy na strumień wody prosto w
kadłub to gwarantowanie w momencie przekładania szpringów do góry
odpadniemy od ściany. W tych śluzach jest to na ogół bez konsekwencji, gdyż
przeciwległy strumień zatrzyma nas w środku komory. Uważać tylko (silnik!),
aby nie postawiło nas w poprzek. Po napełnieniu ok 1/3 komory można już
spokojnie podejść ponownie do ściany.
Specyfiką
kanałów francuskich są małe śluzy i minimalny ruch statków zawodowych. Są
za to czarterowe peniche (czyli hausboty). Osobiście nie polecam wpływania
do śluzy za takim zawodnikiem. Do prowadzenia nawet i 15 metrowej barki nie
musi posiadać żadnego doświadczenia (nie mówiąc już o patencie). Spodziewać
się więc można po nich wszystkiego.
Na
drodze wodnej Men-Dunaj zbudowane są, obok dużych śluz, małe śluzy
(szerokość od 2,5 do 4 m) dla łodzi sportowych (Bootsschleuse). Obsługuje
się je samodzielnie. Podejście do tych śluz jest usiane mieliznami, stąd
też lepiej poczekać na śluzowanie z jednostką zawodową. Na tejże drodze
wodnej spotkamy też śluzy z komorą podzieloną dodatkowymi wrotami. Przy
mniejszych statkach zalewana jest tylko część komory. Śluzy te mają
dodatkową sygnalizację. Jeżeli nad dwoma zielonymi światłami świeci się
jedno białe to wpływamy do pierwszej części komory od strony górnej wody.
Przy dwóch białych śluzujemy się w pierwszej części od strony wody dolnej.
Osobiście
którą śluzę wspominam najlepiej? Tę okrągłą, w Consenvoye (Francja). W
środku był pływający pomost.
Uzupełnienie (2009)
Wielokrotne problemy
w śluzie z utrzymaniem się przy ścianie (w tym i parę „odpadnięć” ), nawet
przy trzyosobowej załodze, skłoniły autora do opracowania skuteczniejszej
metody cumowania w trakcie śluzowania. Poniżej opisana metoda została
osobiście sprawdzona w trakcie samotnego rejsu z Port St. Luis du Rhone
(ujście Rodanu) do Ostródy w 2009 r. Pokonano wówczas bez żadnych problemów
prawie 200 różnorodnych śluz o różnicy poziomów od kilku do kilkunastu
metrów.
Podstawą jest solidne
okucie umieszczone mniej więcej w połowie pokładu. Odporne na siły
działające w górę i w bok. Do tego okucia mocujemy dwie cumy po ok 5-6 m.
Na dziobie i rufie umieszczamy dwa solidne odbijacze (najlepiej kuliste).
Cumy obsługuje jedna osoba. Na przemian, w trakcie śluzowania, zaczepia je
do szczebli drabiny lub kolejnego pachoła na ścianie. Trzeba utrzymywać
burtę jak najbliżej ściany śluzy. Jacht nie tańczy, bo przeszkadzają w tym
odbijacze na dziobie i rufie. Siły nie są duże. Znacznie mniejsze, niż w
tradycyjnym systemie z dwoma szpringami (w istocie załoganci obsługujący
szpringi tylko przeciągają się nawzajem).
Oczywiście
wszystko musimy zdublować na drugiej burcie, bo nigdy wcześniej nie wiemy,
którą dojdziemy do ściany śluzy. Przyda się też jedna cuma ok 12-15 m
jeżeli jest tylko pachoł na kei (z dołu podaje się ją obsłudze). Nie
zaszkodzi trzymać na rufie i dziobie sklarowanych cum.
|