|
Moza
Z Holandii przez Belgię do Francji
W 2006 r. autor żeglował przez Holandię, Belgię
i Francję trasą od Nijmegen przez kanał Waal - Maas, rzeką Mozą aż do Szampanii
i dalej przez Lotaryngię i Alzację do Strasburga.
Jeżeli w Europie jest w ogóle jakiś region,
gdzie bez problemów nawigacyjnych można spędzić na wodach śródlądowych całe
życie, to może nim być tylko akwen na zachód od Renu, czyli rzeki i kanały
Holandii, Belgii i Francji. Główną arterią śródlądową, łączącą te akweny jest
Moza (Maas, Meuse). Żeby dostać się tam z Polski trzeba, oprócz spokojnych
kanałów niemieckich, pokonać (z prądem) 74 km Renu (w Holandii odnogą Waal),
przy dużym ruchu zawodowym i znacznym zafalowaniu rzeki. Od Nijmegen i kanału
Waal - Maas nic trudnego już nas nie spotka. Każdy znajdzie natomiast dla siebie
takie warunki i krajobrazy, jakie lubi.
W Holandii musimy posiadać patent motorowodny
dopiero od 15 metrów długości łodzi lub przy kierowaniu tzw. "szybką łódką", tj.
osiągającą ponad 20 km/h. Tylko dla tych łódek niezbędne jest też ubezpieczenie
OC. W Belgii z patentami jest podobnie. Musimy natomiast mieć tam zawsze
ubezpieczenie OC. We Francji, w odniesieniu do patentów, obowiązują przepisy
kraju bandery (tj. dla polskiego jachtu przepisy polskie). Ubezpieczenie nie
jest obowiązkowe. Na wodach przybrzeżnych Francji formalnie wymagany jest dla
jachtu patent flagowy. Drogi wodne Francji i Flandrii są płatne (winietka, którą
najwygodniej kupić przy pierwszej śluzie). W Walonii (np. cała Moza) należy się
jedynie zarejestrować przy pierwszym śluzowaniu. Symboliczna opłata została tam
zniesiona. Formalnie należy też posiadać w Holandii na pokładzie przepisy o
żegludze śródlądowej BPR (zawarte w aktualnym "Wateralmanak" tom II).
Jeżeli chcemy żeglować na zachód od Renu parę
sezonów, to najlepiej zimować w Holandii. Mają najbardziej rozbudowaną sieć
dużych portów jachtowych. Na dodatek minęły już czasy, kiedy trzeba było
miesiącami czekać na wolne miejsce. Holandia jako kraj unijny nie wymaga od
Polaków specjalnych formalności związanych z dłuższym pobytem jachtu na ich
terytorium. Nie należy natomiast zapomnieć (dotyczy to wszystkich krajów
unijnych), aby na pokładzie był dokument poświadczający zapłacenie podatku VAT
(za jacht lub materiały do jego budowy).
Płynąc Mozą (która w Holandii zwie się Maas a w
Belgii i Francji Meuse), możemy nocować w Mookerplas (164,4 km) a potem w
niedokończonym porcie jachtowym na km 87. Poruszamy się przez Limburgię,
właściwie najmniej atrakcyjną część Holandii. Jest to jednak tylko skraj
olbrzymiej sieci kanałów i żeglownych rzek, o łącznej długości ok 5 tys. km. Nie
przypadkiem Holandia to nie tylko kraj ludzi morza, ale i kraj z największą
flotą śródlądową w Europie. Holendrzy niepodzielnie panują na drogach wodnych na
zachód od Łaby (na wschód od Łaby palmę dzierży polska bandera). Do przejścia
przez Holandię jest 166 km i 6 śluz. Ostatnia z nich, Lanaya, jest już pierwszą
belgijską. W biurze obsługi śluzy należy dokonać rejestracji jachtu i uzyskać
pozwolenie na żeglugę po wodach belgijskich (a ściśle walońskich). Trwa to 5
minut i nic nie kosztuje. Zaraz za śluzą 19 kilometrów niezbyt przyjemnego
kanału Alberta i możemy odpocząć w Liege (po wyjściu z kanału w lewo, w stronę
zapory, jest klub wodny z bardzo gościnnymi żeglarzami).
Miło specyfiką Belgii (dla posiadaczy diesla)
jest możliwość tankowania przez łodzie sportowe taniego (czerwonego) oleju
napędowego, przeznaczonego dla żeglugi zawodowej. W Liege taka możliwość
istnieje zaraz za mostem (ostro w prawo, w wąski kanał). Koniecznie zachować
paragon.
Im bliżej do Namur, tym krajobraz staje się
ciekawszy. Moza wijąca się przez Ardeny belgijskie spokojnie może mierzyć się
atrakcyjnością z Menem czy Mozelą. Żegluga zawodowa zanikająca. Piękne, górskie
krajobrazy i urocze miasteczka. Kolejne śluzy podnoszą nas do góry, coraz bliżej
Francji.
Francja to ok. 15 tys. km dróg wodnych.
Szczególnie gęsta sieć (częściowo zabytkowa) znajduje się w północno-wschodniej
Francji. Na obszarze zakreślonym przez kanał La Manche od Dunkierki do Le Havre,
linią Le Havre - Paryż - Lyon - Mulhouse oraz granicą niemiecką i belgijską.
Dostęp do tej sieci możliwy jest z Belgii w siedmiu miejscach a z Niemiec w
trzech. Żeglując z Polski istotne są trzy warianty: z Renu w Strasburgu, przez
Ren i Mozelę oraz Mozą z Belgii.
Wpływając z Belgii Mozą, w pierwszej francuskiej
śluzie (Givet) wykupujemy winietkę (np. dla jachtu 8,23 m na 16 dni 35 Euro).
Otrzymamy pilota do zdalnego uruchamiania śluz, materiały informacyjne z dużą
ilością obrazków i możemy ruszać. Kierując się na południowy zachód dopłyniemy
do Paryża i dalej na Kanał La Manche. Żeglując na południe do Rodanu dopłyniemy
nim do Morza Śródziemnego a wybierając drogę na wschód dotrzemy do Renu i dalej
do Menu i Dunaju.
Wspólną cechą tych dróg wodnych to setki śluz i
minimalny ruch zawodowy. Autor płynął drogą do Strasburga, pokonując m.in. tunel
o długości 2.306 m i 5 m szerokości a koło Toul 15 śluz na odcinku 8 km.
Krajobraz bardzo urozmaicony. Dłuższy postój należy koniecznie zrobić w
zabytkowym Nancy, stworzonym w swojej wspaniałości przez króla Stanisława
Leszczyńskiego (po abdykacji w Polsce został księciem Lotaryngii). Koniec trasy
przez Francję do Renu to Strasburg, którego chyba nie trzeba na tych łamach
reklamować. Miesza się w nim historia ze współczesnością. Patrząc na budynek
Parlamentu Europejskiego uświadamiamy sobie, jak wygodnie podróżuje się teraz
przez Europę!
|